CopyPastehas never been so tasty!

Jeszcze Polska nie zginęła... choć kilka osób nad tym ciężko

by anonymous

  • 0
  • 0
  • 0
300 views

Potrzebny jest powszechny alert, bo sytuacja zaczyna śmierdzieć obojętnością. A to może zaowocować powtórką z pisowskiej rozrywki.

Od kilkunastu tygodni Jarosław Kaczyński przeprowadza operację na otwartym mózgu polskiego społeczeństwa. Jeśli tam w ogóle jeszcze jest jakiś mózg.

Letarg

Bo społeczeństwo zrobiło się nam intelektualnie leniwe. Zapadło w specyficzny rodzaj letargu. Czyżby, jak to śpiewał przed laty Stanisław Soyka, kolejny „cud niepamięci”? Moje hasło na zbliżające się wybory jest proste – jest gorsza rzecz niż polityczna herezja. To polityczna amnezja. Zawsze i wszędzie będę powtarzał za Janem Nowakiem-Jeziorańskim: „Polacy niewątpliwie sami byli głównymi winowajcami swego nieszczęścia. Bo są indywidualistami. W tym indywidualizmie się zatracają. Każdy Polak chce być ministrem bez teki, każdy wie, jak Polskę zbawić, no i każdy chce założyć własną partię”. I w takim momencie znaleźliśmy się ponownie dziś. Wystarczy zaobserwować tendencje wyborcze i prognozowaną frekwencję. Społeczeństwo obywatelskie sprawia wrażenie, że ma samo siebie w społecznej, obywatelskiej dupie. Wrogiem wolności staje się pełzający nihilizm. Instynkt państwowości, i tak na co dzień trudno zauważalny, w wielu Polakach zanika. A to genialny teren, by wystraszona współczesnością, postępem i zmianami mniejszość zdominowała bierną większość. Nie idąc na wybory, młody Polaku, nie robisz władzy na złość. Robisz na złość swojej przyszłości. W 2005 r. dwie trzecie społeczeństwa nie przejęło się ciągiem dalszym, który miał nastąpić, co nie przeszkodziło rewolucjonistom moralnym z PiS występować później w imieniu całego narodu. To się może powtórzyć. Zbigniew Hołdys wystąpił ostatnio z rozpaczliwym apelem pod tytułem: „Nie głosuję, bo kandydują kretyni”. Ja modyfikuję ten głos. Głosuję, bo kandydują kretyni.

Rozum w defensywie

Są ludzie, w których słowa Prawo i Sprawiedliwość wywołują specyficzny rodzaj marzeń. O przebudowie kraju z kondominium niemiecko-rosyjskiego na nasz kraj. O porządku prawnym dalekim od afer, korupcji, liberałów i pedałów. O katolickim porządku w katolickim domu. Bez Nergala w telewizji, ale za to z księdzem Natankiem i większą liczbą świebodzińskich Jezusów. To oni uczynią społeczeństwo doskonałym, bo są humanistami, a nie, jak ten platformerski chlew, cynicznymi graczami. Nie wspominając już o Palikocie dewiancie. Jeśli niektóre ośrodki badawcze pokazują, że wśród osób pragnących głosować mamy blisko jedną trzecią wyborców niezdecydowanych, to znaczy, że rozsądek jest w defensywie. Brak uczestnictwa w zbiorowym rozsądku może się zakończyć brakiem uczestnictwa w XXI w. Bo sukces wyborczy PiS to sukces kraju, w którym europejskie wektory cywilizacji zostaną zastąpione przez stęchłego ducha autorytaryzmu, populizmu i obskurantyzmu. A stąd już tylko krok do obowiązkowej prenumeraty periodyków typu „Uważam Rze” czy „Gazeta Polska Codziennie”. Świat, do którego psychicznie przynależą ludzie typu Macierewicz, Błaszczak czy Brudziński, bezpowrotnie się skończył.

W jego miejsce powstał nowy ład, inny świat, inna Europa. Ład wielu kultur, cywilizacji, wartości, religii. Świat wielu inności. Trzeba umieć się z nim dogadać. Można ewentualnie się na niego obrazić, w czym wspomniani panowie są absolutnymi czempionami. Europa zmienia się tak szybko, że świadomość niektórych za nią nie nadąża. Trzeba mieć kontakt z tradycją, przeszłością, tożsamością, nie tracąc jednocześnie kontaktu z rzeczywistością.

Larum

Dziś, na tydzień przed wyborami, Polsce potrzebny jest apel, taki sam jak cztery lata temu, gdy nawet poza granicami kraju ustawiały się długie kolejki młodych Polaków, by znowu sprowadzić ojczyznę na mapę nowoczesnej Europy. Potrzebny jest powszechny alert, bo sytuacja zaczyna śmierdzieć obojętnością. A to może zaowocować powtórką z pisowskiej rozrywki. Rozsądek każe nam przekartkować dokładnie strona po stronie historię tak zwanej IV RP. Czasu, gdy w kraju rządziły odwet, podsłuch, inwigilacja, partyjniackie cwaniactwo, dyktafony, tandentne moralnie sojusze. Fetysz władzy, pasja władzy jako instrumentu dyscyplinowania, kontrolowania, wychowywania. Władza dla nas to ojczyzna dla nas. To moralność dla nas. To prawo dla nas. Patriotyzm też tylko dla nas. Brzydcy politycy i ich brzydkie myśli. Pamiętam tamten kraj rządzony przez ludzi, dla których hasło „wspólnota” było pustym frazesem. Gdzie nienawiść, ta polska obok zawiści specjalność, sięgała najwyższych tonów. Do niekwestionowanych ideałów obywatelskich należy absolutna tolerancja. Każdy, kto ją kwestionuje, nadaje się do skansenu historii. Przepraszam za dosadność, ale wielu Polaków ma dziwkarski stosunek do polityków i polityki – ci muszą spełniać ich fantazje i zachcianki. Jak się rozczarują, to zmieniają dziwkę. A najgorsze są te, które potrafią się wystroić do wyborów w dowolnie skrojony mundurek zachowań, haseł i frazesów. Gotowe do transakcji na każdych warunkach. Mnie się w głowie nie mieści, że ktoś się jeszcze nabiera na prezesa przebierańca, jakim jest Jarosław Kaczyński. Człowiek, który bez najmniejszego problemu wciągnie na plakat wyborczy najpiękniejsze młode entuzjastki pisowskiej filozofii, by po 10 października odesłać je na ostatnie miejsca do kolejki czekających na swój czas w rządzeniu. Specyficzne skrzyżowanie świętego z rewolucjonistą. On, oni zdają się mówić: postęp moralny jest możliwy tylko dzięki nam. Postęp gospodarczy jest możliwy tylko dzięki nam. Postęp cywilizacyjny jest możliwy tylko dzięki nam. Słowo „zbawiciel” może jest nieco przesadzone. Ale na pewno nie dla partyjnych ministrantów.

Taliban u bram

Nad Polskę znowu nadciągają ciemne chmury fanatyzmu. Mentalny szwadron gotowych na wszystko cyników. Fundamentalizm spod znaku nasze prawo i nasza sprawiedliwość. Ja się ich boję. Każdy, kto pamięta preludium tej władzy – od ataku na sklepy Tesco w wykonaniu minister finansów Teresy Lubińskiej, przez swawolę z europrostytutkami posła Golika, po usunięcie z partii speca od dziadków Jacka Kurskiego, by w efekcie przyjąć go po miesiącu – szybko przypomni sobie pełną partyturę pod wprawną batutą prezesa. Genowefa Wiśniowska zostaje wicemarszałkiem Sejmu, wszyscy słuchamy taśm Renaty Beger, by w końcu dowiedzieć się, że castingi na robotę dla pań u koalicjanta PiS, czyli w Samoobronie, odbywały się w pozycji horyzontalnej. A wszystko to w oparach absurdu i groźnego surrealizmu. Papcio Giertych odwołuje ewolucję. Budżet państwa wyciąga 40 baniek na Świątynię Opatrzności Bożej. Antoni Macierewicz odkrywa, że poło- wa ministrów spraw zagranicznych to agenci. W Sejmie organizuje się msze w intencji deszczu, a koalicja chce, by Jezus został Królem Polski. Ludwik Dorn pisze nowy podręcznik języka polskiego parlamentaryzmu. Pod literą B – bura suka, która łże, czyli opozycja. Dla mnie niegłosowanie na PiS jest rodzajem zapłaty. To jak mandat za przekroczenie prędkości w braku przyzwoitości. Wystawmy im go. Za terroryzowanie małością i nikczemnością. Za traktowanie nas jak totalnych głąbów. Jak mawia założyciel Facebooka Mark Zuckerberg: „Między ambicją a obsesją jest cienka granica”. Ja u tych facetów widzę obsesję władzy. A to może być niebezpieczne. Pamiętam słynną maksymę prezesa jeszcze z czasów Porozumienia Centrum: „Jak nie dostanę stanowisk, to mi się partia rozleci”. Dziś ta wizja ponownie zagląda przez słoneczne okna do siedziby przy Nowogrodzkiej.

Matrix

Polityka wymaga wiedzy. Mądrość uczestnictwa w niej wymaga wiedzy. Umiejętność wyboru wymaga wiedzy. A wiedza to towar deficytowy. W natarciu są samoloty, trumny, ekshumacje, brzozy i inne tego typu emocje. Antoni Macierewicz ogłasza: „Daliśmy radę zaborcom, daliśmy hitlerowcom i Sowietom, damy radę i dziś”. Tu nie jest potrzebna urna wyborcza, tylko ambulans, leki i sanatorium. Do boju ruszyła też licytacja na szczodrość, wspaniałomyślność i wrażliwość społeczną. Dziś już nikt nie sprzedaje programu wyborczego. Sprzedają nam troskę o wszystkich i każdego. Od aptekarza, przez pana od papryki, studenta, kibola, po cały Śląsk. Ja rozumiem, że demokracja jest na wskroś emocjonalna, ale nie popadajmy w tandetny polityczny kicz ze stylistyką pasującą do kolumbijskiej telenoweli. Któregoś dnia znowu przyjdzie moment, by powiedzieć: „sprawdzam” i znowu powróci ten nieprzyjemny, lepki moment budzenia się z własną ręką w ich nocniku. Ktoś, kto głosuje na PiS, jest dla mnie albo nieświadomym zakładnikiem kłamstwa, albo więźniem własnej ignorancji. Wybór Matriksa, drogi czytelniku, należy do ciebie. Dziś naszemu krajowi potrzebny jest ktoś, kto rozbudzi w nas siłę, którą Norwid nazywał „siłą połączalności”. Bo Polska powinna łączyć, a nie wykluczać czy dzielić. Obawiam się facetów, którzy politykę chcą zamienić w wielki plac zabaw w policjantów i złodziei. Policjantami będą oni, a złodziejami cała reszta. Jeśli SLD jest karykaturą lewicowego systemu wartości, a PO kpiną z liberalizmu, to PiS jest karykaturą hasła „Bóg, honor, ojczyzna”. Nienawiść wyklucza obecność Boga, kłamstwo wyklucza honor, a wstręt do współobywateli myślących inaczej wyklucza jedność z ojczyzną.

Wybór zła

Nie łudźmy się. Dziś zarówno PO, jak i PiS zatraciły zdolność opisywania rzeczywistości w Polsce. Głosowanie na którąś z nich to nie jest wybór spragnionego wędrowca, któremu ktoś proponuje pepsi lub coca-colę. To dramat wędrowca, który wie, że oba trunki odbiją mu się czkawką. Ale jeden z nich może spowodować historyczną biegunkę. Nie bądźmy naiwni. Każdy polityk ma głowę zajętą następnymi wyborami, a nie następnymi pokoleniami. Nie jestem bezkrytycznym entuzjastą Platformy. Wolę jednak wilcze oczy Tuska niż wilcze myśli prezesa. Wolę przewidywalny rząd kontynuacji niż nieprzewidywalność drażliwego ambicjonera o rozchwianej tożsamości. Boję się ludzi nieświadomych swoich moralnych braków, ludzi, których pragnienie dominacji nad innymi jest równie wielkie, jak ich niewiedza na temat własnej małości. Boję się swojskiej odmiany nacjonalizmu groźnego zarówno dla nas samych, jak i dla sąsiadów. Boję się ich wszędobylskiego poczucia zagrożenia, oblężenia oraz spisku żydowskiego w sojuszu z TVN 24. Świat ludzi, którzy z nienawiści do innych czynią spoiwo własnej partii, powinien być obcy każdemu, kto mieni się świadomym obywatelem. Stosując frazeologię pana Rymkiewicza, szykuje nam się potencjalny kolejny estetyczny rozbiór Polski. Tym razem ojczyznę rozbiorą nam od środka sępy polityczne. Aparat sprawiedliwości trafi w ręce szaleńca, który sprawiedliwość mierzy endecką linijką. Edukacja i nauka w łapy kolejnego reformatora bojącego się Gombrowicza i Mrożka lub ścigającego gejów w kreskówkach. Sprawy wewnętrzne opanuje człowiek z mentalnością Strielnikowa. Oczywiście minus pociąg pancerny. Kontaktami z zagranicą zawiadywać będzie kobieta o wdzięku i zaangażowaniu Kathy Bates z filmu „Misery”. Znowu możemy się stać obiektem ciekawego eksperymentu, jak bez wehikułu czasu cofnąć się w przeszłość. Chcecie tego? Podobno przeciętna kobieta traci trzy miesiące życia na szukanie czegoś w swojej torebce. Ile czasu potrzebujesz, by poszukać rozsądku we własnym kraju? We własnej głowie? Demokracja to taki fascynujący paradoks pokazujący, że w zwykłych ludziach drzemią niezwykłe możliwości. Możliwości zmiany świata. Dlatego, młody czytelniku, jeśli nadal chcesz głosować na PiS – wcześniej skontaktuj się z lekarzem lub farmaceutą.

 

Add A Comment: